Newsy

Post Top Ad

wtorek, 24 grudnia 2019

Blake J. Harris. Wojny Konsolowe – recenzja książki

 
Był prawdziwym bohaterem, gwiazdą, w blasku której całymi godzinami ogrzewały się dzieciaki z różnych stron świata. W roboczym stroju hydraulika, z gęsto sypiącym się pod nosem wąsem i czerwoną czapką na głowie dzielnie przeskakiwał nad żółwiami Koopa raźno zmierzając do zamku, w którym na jego pomoc oczekiwała uwięziona księżniczka. 


Pod koniec lat osiemdziesiątych zabawny hydraulik Mario znany z gry Super Mario Bros. dołączanej do japońskiej konsoli Nintedo szturmem podbijał wyobraźnię młodych graczy zapewniając swym twórcom niesamowity rozgłos i napełniając ich kieszenie twardą walutą, dużo bardziej realną od złotych monet ukrytych przemyślnie na kolejnych poziomach popularnej gry. Jego twórcom zdawało się, że tak będzie zawsze, aż do chwili, gdy niespodziewanie w pogoń za pędzącym hydraulikiem z prędkością ponaddźwiękową wyruszył nagle równie sympatyczny i zabawny błękitny jeż Sonic, bohater gier komputerowych produkowanych przez głównego konkurenta Nintendo, firmę Sega.

Od tego momentu pomiędzy amerykańskimi oddziałami firmy Nintendo i Sega rozpoczęły się prawdziwe marketingowe, technologiczne i kreatywne potyczki, okrzyknięte przez Blake’a J. Harrisa, wojnami konsolowymi.  Zanim jednak gry telewizyjne opanowały umysły milionów dzieci, młodzieży i dorosłych na całym świecie, a rywalizacja między producentami konsol i gier weszła na nowy etap, wszystko toczyło się niespiesznie i w swoim tempie. Założona w 1889 roku w kraju kwitnącej wiśni firma Nintendo u zarania swego istnienia zajmowała się produkcją i sprzedażą kart do gry, zwanych w Japonii hanafuda. Po odniesieniu sporego sukcesu utworzono amerykański oddział firmy i po zakupie licencji na wykorzystanie na kartach postaci Disneya powtórzyła swój sukces w Stanach Zjednoczonych. Późniejsze lata były czasem prób i błędów. Nintendo inwestowało między innymi w zabawki, korporacje taksówkową, czy nawet hotele na godziny, by ostatecznie związać swą przyszłość z rodzącą się branżą gier telewizyjnych. Kilkadziesiąt lat później Sega przeszła odwrotną drogę, z firmy eksportującej fotobudki ze Stanów Zjednoczonych do Japonii, przez przedsiębiorstwo produkujące w Japonii maszyny do gier, po jednego z japońskich potentatów w branży konsolowej z silnym amerykańskim oddziałem. Dla obu tych niezwykłych firm czas największej prosperity to koniec lat osiemdziesiątych i początek szalonych lat dziewięćdziesiątych, które ze swadą opisuje Harris w Wojnach Konsolowych.

Prawie sześciusetstronicowa powieść napisana przez Harrisa jest dla czytelnika mrożącą krew w żyłach, fascynującą wyprawą do alternatywnego świata, w którym pojedynki rzucających młotkami żółwi i lisów unoszących się nad ziemią z pomocą puszystego ogona przekładają się na rywalizacje działów marketingowych i rosnących słupków sprzedaży. Autor spędził zapewne setki, jeśli nie tysiące godzin na rozmowach z największymi tuzami świata gier z różnych stron barykady, takimi jak Tom Kalinske, Howard Lincoln, Diane Fornasier, Olaf Olaffson, Shinobu Toyoda, czy Al Nilsen, by poznać realia branży niemal od podszewki. Wszystkie te starania dały niesamowity efekt w postaci wciągającej, pełnej anegdot i zakulisowych opinii, historii o przełomie na rynku gier.

Z prawdziwego morza wiadomości na temat narodzin i rozwoju branży gier konsolowych pozwolę sobie wymienić zaledwie kilka smakowitych kąsków, w postaci anegdot i historii zasłyszanych przez autora z pierwszej ręki. W tym jedynym w swoim rodzaju thrillerze korporacyjnym pojawia się między innymi opowieść o tym,  jak to pracujący jeszcze dla producenta modeli Matchbox, późniejszy dyrektor Segi, Tom Kalinske, za sprawą nieprzewidzianych okoliczności losu trafił do nielegalnej fabryki resoraków i o tym jak musiał salwować się ucieczką. Można przeczytać także o tym, dlaczego japońscy bonzowie centrali Nintendo stawiali swym kontrahentom tak twarde warunki współpracy i jak poprzez rozbieranie na drobniutkie części konsol i kartridży próbowali sobie z tym radzić co sprytniejsi z nich. Autor zdradzi wam również, jaki związek ma sympatyczny jeż Sonic z liderem heavymetalowego zespołu muzycznego, a także w jaki sposób maleńki sklep z konsolami Segi zmiękczył zatwardziałą postawę dyrektorów ogromnej sieci handlowej Wallmart. Na dokładkę dostaniecie także opowieść o brawurowej podróży Sonica przez całe Stany Zjednoczone, a także o tym, jak brzemienne w skutkach i trudne do przewidzenia były romanse tak znaczących firm, jak Sony, czy Phillips z Segą i Nintendo. Sięgając do tej historii poznacie również człowieka, który z pracownika magazynu przygotowującego gry do wysyłki, w krótkim czasie stał się twarzą firmy Nintendo, jej Mistrzem Gry i bożyszczem nastolatek, a także mężczyznę, który w akcie desperacji podczas obrad komisji do spraw gier w Kongresie Stanów Zjednoczonych sięgnął po olbrzymi, plastikowy pistolet. 

 - Czy tylko mnie się wydaje, czy wy również macie ochotę przedzwonić do doktora Kevorkiana, gdy nareszcie Peter Main kończy mówić? – rzucił. Tym razem nie miał zamiar odpuścić. – Czy kiedykolwiek zauważyliście, że on i wszyscy inni ludzie z Nintendo nie mają jaj, by wypowiedzieć moje imię, albo słowo Sega? Zawsze tylko „nasz rywal” albo „ta druga firma”, ale powinienem odczytać to chyba jako komplement. Moje córki też nie chcą mówić o potworze spod łóżka i innych rzeczach, których się boją.

Wojny Konsolowe to doprawdy książka, która właściwie nie ma słabych stron, może z wyjątkiem dziwnego wstępu, stworzonego według mnie nieco na siłę, przez Setha Rogena i Evan Goldberg. Tych kilka średnio zabawnych stron rekompensuje za to z nawiązką dalsza część książki. Niebanalna narracja, którą posługuje się autor, nadając swemu dziełu kształt thrillera korporacyjnego sprawia, że ta pozycja staje się ciekawa nie tylko dla miłośników gier, ale także dla każdego fana wciągających historii.

 Mając przed sobą sashimi z, być może, trującej ryby, Nilsen przyłączył się do roześmianego chóru.         - Myślicie, że co powiedzą moi rodzice, jeśli ich syn umrze, po zjedzeniu rozdymki? – zapytał. Marketingowcy wybuchnęli jeszcze głośniejszym śmiechem, ale żaden nawet na chwilę nie spuścił Nilsena z oczu. Czy będzie miał odwagę skusić los i zjeść fugu, czy był kolejnym niemądrym gaijinem tylko przelotnie poznającym japońską kulturę? Wyraz ich twarzy mówił, że woleliby to drugie rozwiązanie , pozwoliłoby im to na bowiem śmiać się z niego, a nie tylko z nim, lecz ku umiarkowanemu niezadowoleniu zebranych Nilsen pewnym ruchem sięgnął po pałeczki, bez ociągania się chwycił plasterek zdradliwej ryby i ugryzł. Okazała się całkiem niezła. Patrząc na nieco przestraszonych gospodarzy, odgryzł kolejny kęs, a potem jeszcze następny.

W mojej opinii powieść Wojny Konsolowe, autorstwa Blake’a J. Harrisa jest pozycją obowiązkową dla każdego, komu w początku lat dziewięćdziesiątych towarzyszyły postacie takie, jak Mario i Luigi, czy Sonic, kto nie zliczy godzin spędzonych na strzelaniu do kaczek, walkach z wirtualnymi przeciwnikami, czy wyścigach dziwacznych, kanciastych pojazdów rozbijających się o przedmioty codziennego użytku.

Lektura tej książki jest trochę jak jazda na rollercoasterze; dostarcza silnych emocji i sprawia, że masz ochotę na więcej, trochę jak picie coli i lizanie lodów; wywołuje uśmiech na twarzy, a także trochę jak gra na konsoli; sprawia, że nie możesz oderwać się od fabuły zanim nie wejdziesz na ostatni level i nie usłyszysz płynących z głośników fanfar. Ze względu na wszystkie te aspekty zachęcam do lektury i życzę dobrej zabawy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Post Top Ad

Your Ad Spot

Strony