Newsy

Post Top Ad

wtorek, 24 grudnia 2019

Jak grom z jasnego nieba, czyli jak przejść selekcję?

 
„Witam w GROM-ie” – to słowa, o usłyszeniu których marzy wielu młodych ludzi bez reszty oddanych pasji militarnej. Bez mała dwadzieścia lat temu słowa takie wypowiedziane przez pomysłodawcę i pierwszego dowódcę legendarnej jednostki generała Petelickiego, usłyszał autor książki Ostatnich gryzą psy. Jak zostałem szturmowcem GROM-u? występujący pod pseudonimem NAVAL. 

Z jego wspomnień wyłania się obraz ciężkich zmagań z przeciwnościami losu, własnymi słabościami i surową przyrodą, których efektem może stać się zaliczenie do grona szturmowców jednostki uznawanej za jedną z najbardziej elitarnych formacji na świecie.


KROK 1 – Decyzja

Całe wieki temu pewien chiński filozof z niezwykłą trafnością skonstatował, iż „każda, najdalsza nawet podróż rozpoczyna się od pierwszego kroku”, w przypadku chętnych do odbycia selekcji, krokiem tym, jest podjęcie silnego postanowienia o wkroczeniu na ścieżkę pełną wyrzeczeń i trudności, która doprowadzić ma do spełnienia marzeń. Następnie decyzję taką należy porządnie przemyśleć i uzasadnić, a wyciągnięte wnioski przelać na papier i przesłać do odpowiedniej instytucji, gdzie podanie  poddane zostanie wnikliwej analizie.

KROK 2 – Wstępny test

„Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie” – według Dante Alighieri takie słowa widnieć miały nad bramą do piekieł pochłaniającą kolejnych przybyszów. Nie ma jednak zapewne takiej siły, która mogłaby pozbawić nadziei wszystkich tych silnych, wysportowanych, młodych mężczyzn, którzy wraz z NAVALEM, w rzeźki poranek 1998 roku, od bladego świtu oczekują  na uchylenie bramy wjazdowej przed Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, gdzie odbywają się wstępne testy kwalifikujące do selekcji. To moment, w którym żarty się kończą. Pierwszy krok, od którego zaczyna się każda podróż, jest teraz niczym, w porównaniu do reszty kroków, które trzeba zrobić podczas biegu na trzy kilometry w grupie prących do przodu facetów, z których każdy pragnie przybyć na metę jako pierwszy. Po biegu nie ma zbyt wiele czasu na złapanie oddechu, na przybyłych czeka bowiem sprawdzian walki wręcz, a zaraz po nim skok z do basenu z dużej wysokości. Wszystko odbywa się w błyskawicznym tempie, a kluczem do sukcesu oprócz sprawnego ciała i silnej psychiki okazuje się dobry słuch. Kto źle zrozumiał polecenie instruktora - nawet jeśli jest sprawny i szybki – odpada. Po wysiłku fizycznym podciąganiu się na drążku i brzuszkach przychodzi czas na wysiłek umysłowy. Kolejne kilka godzin upływa kandydatom na rozwiązywaniu testów psychologicznych, po których Ci, którym udało się przedostać przez sito testów i sprawdzianów dostają informację o miejscu i czasie kolejnego spotkania.

KROK 3 – Skok na głęboką wodę

Po dwóch tygodniach przerwy, zmagania rozpoczynają się na nowo. Przybywają niemal wszyscy, którzy przeszli wstępny etap. Nikt nie chce tracić, być może jedynej i niepowtarzalnej szansy znalezienia się w elitarnej jednostce. Przywożą ze sobą potrzebny sprzęt, każdy według własnego uznania, trudno przewidzieć, co może się przydać na trudnej, wyboistej drodze do sukcesu. Kiedy jeden z instruktorów zadziera głowę ku górze, większość kandydatów orientuje się co stanowić będzie ich kolejne zadanie. Jeden po drugim wspinają się po wąskiej drabince na wysoką, 25-metrową wieżę, z której następnie w zaledwie kilka sekund, podpięci do uprzęży zjeżdżają w dół, chłonąc emocje, podobne do tych, jakie towarzyszą śmiałkom gotowym na przejażdżkę, na rollercoasterze. Zanim na dobre są w stanie opanować emocje po szaleńczym zjeździe słyszą prosty komunikat: „do zobaczenia w Krynicy”. Każdy z nich na własną rękę dotrzeć musi w krótkim czasie w góry, gdzie czeka na nich najważniejszy etap selekcji.

KROK 4 – Podwózka na przystanek

Zaczyna się najważniejszy etap, od tej chwili każdy skazany jest na zmagania ze sobą, kolejni kandydaci dopuszczeni do marszu ruszają przed siebie, nie słychać krzyków, poganiania, powtarzania rozkazów. Aby dotrzeć do celu potrzeba maksymalnego skupienia. Podejście pod górę, bieg w dół, krótka chwila wytchnienia, długi marsz i tak na zmianę. Na punktach kontrolnych instruktorzy beznamiętnie spisują czas przybycia i numer kandydata. Od czasu, do czasu proponują skrócenie męki i podwózkę na przystanek. Na początku chętnych brak. Z czasem wizja odpoczynku i powrotu do ciepłego, przytulnego domu zaczyna stawać się kusząca. Czasem maszeruje się także w nocy, chwil na odpoczynek jest niewiele. Doskwiera chłód, przemoknięte ubrania i powiększające się odciski na stopach nie ułatwiają marszu. Trzeba jednak iść dalej, choć sił fizycznych zaczyna brakować, liczy się siła woli. Dojmujący głód nie jest dobrym sprzymierzeńcem, wiele osób decyduje się na podwózkę na przystanek. Pozostali kandydaci zdają się przekraczać granicę własnych ograniczeń, za którą pozostaje już tylko wola zwycięstwa. Od pewnego momentu żaden z nich nie prosi już o podwózkę z własnej woli. Wciąż prą do przodu, przedzierają się przez gęsto porośnięte ostępy, brodząc po pas w wodzie i wspinając na szczyt wzniesień. Widok oddalonych o kilka metrów czarnych terenówek ustawionych równo na linii mety dodaje sił. Ci którym uda się przejść całą trasę dostąpią zaszczytu rozmowy, z wówczas jeszcze, pułkownikiem Petelickim. Większość z nich usłyszy znamienne słowa, które otworzą im drogę do kolejnych zmagań, a które brzmią:

„Witam w GROM-ie!”

Artykuł powstał na podstawie książki zatytułowanej Ostatnich gryzą psy. Jak zostałem szturmowcem GROM-u, autorstwa NAVALa, który w 1998 roku przeszedł pomyślnie selekcje.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Post Top Ad

Your Ad Spot

Strony