Newsy

Post Top Ad

czwartek, 25 czerwca 2020

Marcin Dudziński. Przeciwko bratu - recenzja książki


„Jesteśmy z jednego miasta, miasta bandyckiej miłości,

W tym mieście pulsuje rasta i chuligani są najgorsi,

Jesteśmy ze świętego miasta, święty szczyt,

Medalikarze mówią basta, święty szczyt,

Jesteśmy z jednego ciasta, święty szczyt…”

 

Oni także pochodzą z jednego miasta. Ulepieni z tej samej gliny i połączeni nie tylko więzami krwi, ale także mrocznymi tajemnicami z przeszłości związującymi ludzi mocniej, niż cokolwiek innego. Bohaterowie powieści Marcina Dudzińskiego – dwaj bracia. Starszy Stanisław, pełniący obowiązki biskupa pomocniczego Archidiecezji Częstochowskiej, jest w rzeczywistości szarą eminencją, decyzjom której ulegają nie tylko księża, ale także lokalni politycy i zamożni biznesmeni. Młodszy Jerzy, oficer zarządzający komendą miejską policji od lat z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy robi wiele, by w mieście panował ład i porządek. Poróżnieni przed laty starają się nie wchodzić sobie wzajemnie w drogę. Do czasu, gdy jeden z nich nie uzna, że sprawy zaszły za daleko, by zostawić je swojemu biegowi.


Od kilku lat wśród autorów kryminałów panuje specyficzna moda, by jednym z bohaterów powieści czynić miasto. Pomysł genialnie zrealizowany przez Leopolda Tyrmand w książce Zły z powodzeniem realizowali także między innymi Jarosław Klejnocki, Marek Krajewski, czy Hanna Greń. Dzięki temu czytelnicy mogli zagłębić się w strukturę takich miast, jak Warszawa, Wrocław, czy Bielsko – Biała. Do tego grona za sprawą Marcina Dudzińskiego dołącza teraz Częstochowa.


Swego czasu Cezary Pazura opowiadający o swojej roli w Krollu stwierdził, że był to najbardziej mokry film, w jakim brał udział. Dziewięćdziesiąt procent filmowych ujęć kręconych było w czasie deszczu, w łaźni, albo nad jeziorem. Gdybym mierzył powieść Przeciwko bratu tą samą miarą musiałbym przyznać, że to najbardziej mokra książką, jaką w życiu czytałem. Autor opisuje przesiąknięte deszczem, smagane zimnym wiatrem ulice miasta w tak sugestywny sposób, że czytelnik ma ochotę natychmiast sięgnąć po parujący kubek z gorącą herbatą i nakryć się kocem po czubek głowy. Częstochowa w wydaniu Marcina Dudzińskiego to miasto skąpane w strugach deszczu, ciemne i surowe, pogrążone w dojmującym mroku, jakby oczekujące zbliżającej się katastrofy.


Ten niesamowity klimat, jaki udało się stworzyć pisarzowi sprawia, że czytelnik z każdą stroną mocniej zagłębia się w historię i daje się wręcz pochłonąć mrocznej opowieści. Uczynienie głównymi antagonistami policjanta i biskupa i umiejscowienie akcji w mieście tak niezwykłym, jak Częstochowa wymagało zapewne od autora sporo odwagi.


Historia opowiedziana przez Dudzińskiego nabiera dodatkowego znaczenia, gdy spojrzymy na nią przez pryzmat, wzbudzających wiele emocji dzieł filmowych, takich jak Kler, Tylko nie mów nikomu, czy Boże ciało.  Książka  z pewnością budzi sporo kontrowersji. Głęboko wierzę jednak, że jest ona wyłącznie fikcją literacką. W innym przypadku trudno byłoby zachować wiarę w ludzi i sens otaczającego nas świata. Z drugiej strony, mówi się, że w każdej historii jest ziarno prawdy. Jeśli chcecie się przekonać jak jest w rzeczywistości pozostaje sięgnąć do książki.



*Cytat z piosenki zespołu Habakuk – Miasto feat. Muniek Staszczyk

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Post Top Ad

Your Ad Spot

Strony